"Jedyne"
wersje prawdy. Uzdrawianie w praktyce
Konkurs! Znajdźcie mi Polaka,
który ustrzegł się przed narzekaniem na polską służbę zdrowia. Do wygrania?
Miejsce w teleekspresowej galerii osobliwości. Wtyk tam nie mam ale coś
wykombinuję. Kolejki do specjalistów bynajmniej nie świadczą o tym, że się
kogoś zaprasza do życia. Że jest nie najlepiej - każdy widzi. Inna spawa, że
dość często zapominamy, że tak się dzieje nie tylko u nas. Wszędzie na świecie ludzie chcą wyleczyć chorobę, usunąć niedogodność,
a nie zawsze mogą to zrobić " legalnie". I tu konkluzja, nie tylko
Polak potrafi. W tym celu wynajdują uzdrowicieli, nauczycieli, czarodziejów
czy szamanów, w których niekonwencjonalnych zdolnościach, mocach upatrują
ratunku. Czy można się im dziwić? Nie umiem
odpowiedzieć na to pytanie.
Swoje zdanie na temat tych metod
"leczenia" oczywiście mam. Czasem po prostu nie wiem czy się śmiać,
czy płakać. Kiedy po spotkaniu z Przemkiem Kossakowskim nabyłam jego książkę z
góry postanowiłam, że musi ona odleżeć troszeczkę, żeby mój entuzjazm po
spotkaniu nie wpłynął na odbiór samej książki.
Nie
od dziś wiadomo, że największy nawet talent oratorski nie musi pokrywać się ze
zdolnościami pisarskimi. jak to jest w przypadku "Na granicy zmysłów" napisanej przez Przemka Kossakowskiego?
Nie macie się czego bać.
Po kolei.
Kossakowski, człowiek wielu
zawodów, zgłosił się do jednej ze stacji telewizyjnych z pomysłem objechania Polski
w poszukiwaniu uzdrowicieli. Nie sądził aby sam nadawał się na redaktora -
dokumentalistę, nie mniej przy udziale mieszanki szaleństwa, odwagi i
niezdrowej ciekawości zamiast na spotkanie w Urzędzie Pracy pobiera kamery,
służbowy samochód i staje się "panem redaktorem". To, że nie ma
pojęcia ani o dokumentowaniu czegokolwiek, ani ogólnie o pracy redaktora nikogo
nie obchodzi. Jego zadaniem jest przywieść zakontraktowany materiał, pamiętać o
fakturach i rachunkach wszelkiej maści... Ogólnie:
powodzenia na szlaku.
Oczywiście trudniej powiedzieć
niż zrobić. Mimo uprzednich zapewnień nie zawsze jest różowo. Pacjenci,
klienci, uczniowie( zależnie od uznawanej przez uzdrowiciela nomenklatury),
którzy mieli być obecni na materiałach najczęściej się niestety nie pojawiają
dlatego obrzędom poddawany jest autor. Z racji tego, że sam zarówno do tych "metod"
jak i zresztą samego siebie ma dystans ochoczo podaje się zabiegom i wysłuchuje
najróżniejszych deklaracji filozofii i teorii.
Choć w książce przyznaje, że początkowo musiał z sobą mocno walczyć,
żeby nie roześmiać się po usłyszeniu niektórych rewelacji ostatecznie wzbudza
zaufanie rozmówców. Materiał powstaje.
Chcecie się dowiedzieć jak
poradzić sobie na przykład z dylematem: oddać
do serwisu opętany samochód służbowy( jeśli on w ogóle jest opętany), czy nie
oddawać? Co wpisać w papiery związane z wymianą, i czy przypadkiem nie trafi
się później jakiś bardziej opętany egzemplarz? Sięgnijcie.
![]() |
| Autograf |
Całość jest napisana językiem lekkim,
przystępnym, ułatwiającym szybkie
czytanie, a wszechobecny humor sprawia, że czytanie książki w miejscach
publicznych (pociąg, poczekalnia) wiąże się z przymusem powstrzymywania salw
śmiechu. Widać że do wielu postaci, o których pisze, sam autor nie podchodzi
poważnie, przez co tworzy się podczas czytania klimat swojskości.
W
żadnym wypadku nie należy się obawiać jakichś prób przekonania czytelnika to
zmiany poglądów. Wbrew temu, co głosi okładka, treść nie wykazuje takich
aspiracji. Wystarczy wspomnieć historię realizowaną już przy udziale
pełnej ekipy kiedy Przemek spotyka kobietę wierzącą w istnienie idealniej pod
każdym względem planety Nitron, notabene zamieszkiwanej przez Boga, Anioły i
wybranych. W skrócie raj planetarny, na który w odpowiednim stopniu
wtajemniczenia można latać. Energia z tegoż przybytku ma, zdaniem bohaterki,
zbawienny wpływ na człowieka. Sam Kossakowski niekoniecznie wie jak zareagować
na rewelacje tego typu i ratuje się
swoim poczuciem humoru nie mogąc wyjść z podziwu, że ktoś podziela te
wierzenia. Ale o gustach i wierze dyskutować nie sposób, bo sprawa jest
indywidualna.
Są
oczywiście fragmenty bardziej poważne i skłaniające do jakiejś refleksji, a
nawet opowieści wymykające się racjonalizmowi. Na
przykład opowieść o pochówku wojownika , czy centrum szamańskim w Ułan- Ude,
które skłaniają do przemyśleń i własnej refleksji, ale nawet te nie zarzucają czytelnika
filozofią, w którą powinien wierzyć. Po prostu są to elementy innych wierzeń
innych kultur( to przypadki spoza Polski). Na dobrą sprawę też takie mieliśmy/mamy. No, może w mniejszym stopniu,
bo o wierzeniach Słowian wiemy już teraz stosunkowo niewiele, lecz jak
przekonują znawcy i naukowcy elementy tamtej kultury wciąż odnaleźć można w
przekonaniach i tradycjach, które do dziś są
w użytku. Szamani z Ułan - Ude to
po prostu ludzie, którzy swoje rytuały przenieśli przez czasy Chrystianizacji i
kultywują. Jak w przypadku każdych wierzeń jest to kwestia przekonań i
osobistej decyzji każdego.
Przemek Kossakowski nie ma
monopolu na prawdę , ale zdaje sobie z tego bardzo dobrze sprawę. Wie,
że nikt go nie ma. Opisując w książce
kolejne doświadczenia robi to w sposób ciekawy i zajmujący, a nawet
przekonujący, ale ostateczną decyzję bardzo wyraźnie pozostawia czytelnikowi.
To on, po skończeniu książki ma zdecydować czy wierzy w to, co przeczytał, czy
też to odrzuci. W obu przypadkach lektura nie zawiedzie. Albo rozśmieszy, albo zastanowi.
Jednego tej książce na pewno
nie można odmówić. Pokazuje, że nasz pełen postępu i technologii świat,
jednocześnie pełen jest ludzi parających
się w swoim rozumieniu magią, uzdrawianiem, czy szamaństwem. I o ile ich samych
możemy uznać za, mówiąc oględnie "żyjących we własnym świecie", o
tyle faktem są kolejki interesantów wracających do nich z każdą możliwą
trudnością.
Oznaczałoby to, że albo
człowiek chce w coś wierzyć bez względu na rzeczywistość, albo przynajmniej
niektórzy z tych uzdrowicieli "coś" w sobie mają. Kwestia otwarta.
Swoją droga jestem ciekawa, co
Wy myślicie na ten temat? Zapraszam do dyskusji w komentarzach. :-)
Relacja ze spotkania z Przemkiem TU.
Pozdrawiam
Ania
- Księganna


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz