sobota, 21 maja 2016

Limit szczęścia z Bolesławem w tle: Spotkanie z Elżbietą Cherezińską i wystawa IMAGINES MEDII AEVI [15 maja 2016]



Należy Wam się opowiastka tytułem wstępu.


Rok 2012. Księganna- jeszcze wtedy bez zapędów blogowych ma trochę uwolnionej gotówki i idzie kupić książkę. Tym razem spędzi w księgarni nieprzyzwoicie dużo czasu, by w końcu wziąć książkę autorki, której kompletnie nie zna. Elżbieta Cherezińska? Kto to jest? Ulega namowom. Kupuje. Czyta. Przepada. Wie, że w jej literackim półświatku nastąpiła rewolucja. Nikt tak jej wcześniej (no może poza babcią) nie opowiadał historii. Co robi Księganna? Wykorzystuje listę urodzinową na długo przed terminem i kupuje co tylko się da, a wyszło spod pióra najlepszej polskiej pisarki (opinia w pełni subiektywna) Pojawiają się pierwsze myśli, że może by tak pojechać na jakieś spotkanie z tą pisarką.


Rok 2016. Cherezińska dalej w modzie, a projekt pt. muszę mieć wszystko, co napisała podlega systematycznej  realizacji. Przegapiam, albo po prostu nie mogę udać się na żadne z nią spotkanie. Może też troszkę "cykam". Jak miałabym rozmawiać z człowiekiem, którego geniusz historyczny wbija mnie w dziecięce bamboszki? Przecież wiadomo, że się zbłaźnię.


Plakat promujący spotkanie
Z nagła spotykam Przemka Kossakowkiego(relacja TU) i okazuje się, że nie tak znów trudno gadać z kimś znanym.  Niedługo po powrocie ze Szczecina na FB pisarki odnajduję banerek, że spotka się z czytelnikami w poznańskim  Muzeum Narodowym w niedzielę (15.05.2016).
 

Namawiam brata i jedziemy. Na wariata w pociągu obmyślam pytania, bo przecież nie przepuszczę okazji. Nie zraża mnie nawet to, że co chwilę pada, a pociąg jak na prehistorię techniki przystało "rozkracza się" i na miejsce trafiamy godzinę później niż to było planowane. Na szczęście mamy zapas. Lokalizujemy salę w Muzeum, kupujemy bilety na wystawę , a wtedy...


... odwracam się i momentalnie dostaję kręćka. Obok mnie przechodzi z uśmiechem Elżbieta Cherezińska. W głowie przelatują mi setki myśli. Wspominam dni czytania jej książek, myślę co powiedzieć, żeby nie wyjść na świra, a spróbować poprosić o chwilę rozmowy. Najbardziej jednak mam ochotę ją uściskać i podziękować za to, że pisze. I wiecie co? Oczywiście nic z  tego nie robię. Chwilowo mój zdrowy rozsądek mierzy sobie ponad 1,90 i na co dzień jest moim bratem. Swoją aktywność ograniczam do nieśmiałego "dzieńdobry" i idę na wystawę.



IMAGINES MEDII AEVI



Najprościej mówiąc z okazji 1050 Chrztu Polski Muzeum Narodowe przygotowało  wystawę poświęconą sztuce średniowiecznej z okresu od 966 do około 1530 roku. Na wystawie będą eksponowane zabytki z całej Polski. Założeniem ekspozycji jest ukazanie niezwykłego bogactwa sztuki tego okresu w oparciu o wybór znakomitych dzieł przechowywanych w zbiorach państwowych i kościelnych.[1] Cała wystawa to 100 eksponatów różnego rodzaju, łączących w sobie aspekty ważne z punktu widzenia kultury oraz historii naszego kraju. Jeśli kogoś to bardziej zaciekawi dodam może, że wystawa objęta jest patronatem honorowym Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Andrzeja Dudy i patronatem Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego Metropolity Poznańskiego. Tyle z wiadomości zaczerpniętych ze strony poświęconej wystawie, którą odnajdziecie TUTAJ. Zawiera opis najważniejszych eksponatów oraz wydarzeń z nią powiązanych. Wystawę można  zwiedzać do 17.07.2016.


Jak to wygląda z punktu widzenia laika - zwiedzacza, który nawet lubi opowieści z historii, ale daty myli do dziś? Niezapomniane. Kreator wystawy się postarał. Stworzył klimat odczuwalny podczas chodzenia.  Odwiedzający, o ile nie będą się spieszyć mają szansę wczuć się i zaciekawić. Warto poświęcić jedno wolne popołudnie i pójść, przyjrzeć się i mieć  sztukę na wyciągnięcie ręki. Dla fanów prozy Cherezińskiej to też ciekawe, ponieważ zobaczą niektóre przedmioty i style jakie przewijają się przez karty jej powieści.
Wcale nie wyglądam jakbym tańcowała między zabytkami, prawda?
Jeśli pójść tam z kimś, z kim da się pożartować i wymyślać nowe nazwy, wykorzystanie dla eksponatów kabaret gotowy (tak- nawet tydzień później zastanawiam się jak to się stało, że mnie nie wyproszono). Poniżej zdjęcia z wystawy.


Romańska kadzielnica z Trzebnicy


Akwamanila

Madonna szafkowa z Lubiszewa Tczewskiego


Relikwiarz z kością palca Chrobrego


Kopia włóczni ofiarowanej Bolesławowi na Zjeździe Gnieźnieńskim w 1000 r.
 

Obraz pasyjny z Torunia


Gra w dwa ognie. Bolesław Chrobry. Burzliwa droga do korony.

Pora na gwóźdź programu. Czas na wykład. Chcemy siedzieć, więc zaraz po wyjściu z wystawy lecimy  zająć miejsca. Zdziwiona rejestruję, że ludzi nie ma za dużo, a średnia wieku czyni za mnie przedszkolaka grupy. Na szczęście dosłownie na chwilę przed spotkaniem sytuacja się poprawia. Wyciągam notatnik, chociaż mam pełną świadomość że nie zapiszę za wiele rozwojowych cytatów. I to wcale nie dlatego, że ich nie będzie. Będą, ale ja  nie zdążę zanotować woląc słuchać. Rzadko ma się okazję spotkać takiego pasjonata historii, który skacze między imionami, datami miejscami i wydarzeniami jakby sam był ich świadkiem, bądź złapał jakieś łącze z przeszłością.

Opisy są tak plastyczne, że ma się wrażenie słuchania relacji z poprzedniego dnia. 
Elżbieta Cherezińska podczas wykładu


Dowiadujemy się, że patrząc na działania Mieszka I możemy zrozumieć, że był sprytnym, zmyślnym politykiem, walczącym o własne interesy bez oglądania się na sentymenty. Jeśli analizować natomiast działania Bolesława Chrobrego, można wysnuć wniosek, że odziedziczył po ojcu wszystkie te cechy dobrego polityka, a także, co pokazuje choćby jego relacja z Ottonem III, był człowiekiem z ogromną charyzmą. Podczas wykładu, poszczególni, mniejsi i więksi bohaterowie ówczesnej historii zyskują określony wygląd, charakter i przyzwyczajenia. Są przez to bliżsi odbiorcy, a ich zachowania bardziej zrozumiałe, naturalne. Słuchając takiego wykładu człowiek wspomina własne lekcje historii i zaczyna żałować, że nie wyglądały właśnie tak. Postawa Pani Elżbiety oraz jej podejście do faktów historycznych pokazują, co zresztą podkreśliła sama, zwracając się do słuchaczy, że warto zastanawiać się nad tym co podają źródła. Czasem dobrze jest pokombinować, starać się spojrzeć na niektóre zdarzenia inaczej niż podają np. subiektywne kroniki. Oczywiście nie wszystko uda się wyjaśnić i w pełni uprawdopodobnić. Wtedy na scenę wkraczają domysły, do których mamy przecież pełne prawo.

Czas przeznaczony na spotkanie minął za szybko. Ani się człowiek obejrzał, a już bije końcowe brawa. Trzeba lepszej recenzji?

Organizatorzy razem z wydawcą Pani Elżbiety zaskakują słuchaczy mówiąc że można wygrać książkę pisarki o ile pod krzesłem, na którym się siedzi znajdzie się kopertę. Myślę sobie: nie Chalaszek, takiego fartu mieć nie będziesz, to by było za piękne... Patrzę...

...JEST!


Nie wiem jak to robię, że nie padam tam na zawał. Ustawiam się w kolejkę, dostaję autografy do dwóch książek(jedną przywiozłam ze sobą). Udaje mi się zamienić z Panią Elżbietą kilka słów. Brat robi zdjęcia. Z rozmowy wyniknie już niedługo niespodzianka tu, na blogu, ale o tym póki co sza! Nie będę zapeszać. Warto śledzić i czekać, jest na co!
AUTOGRAF!


Pisząc te słowa prawie tydzień później wiem, że 15 maja osiągnęłam jeden z limitów mojego czytelniczego szczęścia.


Książki Pani Cherezińskiej pewnie  nie raz pojawią się na blogu. Polecam w ciemno!


Nie bierzcie ze mnie przykładu i zamiast czekać lata jak "na zbawienie" korzystajcie jeśli tylko będziecie mieć okazję by spotkać autora, którego cenicie.


Warto nie przepuścić okazji i wybrać się także na wystawę. Zawsze miła odmiana i nowy sposób spędzania wolnego czasu.


Pozdrawiam

Ania- Księganna






[1] http://ima966.pl/o-wystawie/

środa, 18 maja 2016

Humphrey Carpenter: J.R.R. Tolkien Biografia



Dwie twarze Ronalda


Witaj Earendelu, najjaśniejszy z aniołów

ponad śródziemie posłany do ludzi.*

Tolkien. Nazwisko elektryzujące świat literacki oraz filmowy. Niewielu ludzi na świecie nie słyszało o tym pisarzu choć raz w życiu. Stworzone przez niego uniwersum ciągle inspiruje powstawanie nowych opowieści, a umiejętności językowe i rozległa wiedza z tego zakresu wprawiają w podziw. w obliczu powyższego nie dziwi specjalnie fakt, że odbiorców twórczości pisarza ciekawi jak żył, jakie wyznawał wartości, czy wreszcie jak wyglądał u niego proces twórczy. Stąd rozliczne, mniej lub bardziej udane biografie.Chyba najsłynniejszą z nich napisał Humphrey Carpenter. Biografia ta (wznowiona ostatnio w Polsce przez Wydawnictwo W.A.B) opiera się bowiem nie tylko na ogólnodostępnych informacjach bibliograficznych, ale także na prywatnym archiwum autora i wspomnieniach jego dzieci. Właśnie z tego połączenia powstaje zaskakujący obraz człowieka zdającego się żyć jednocześnie w dwóch światach.

Z jednej strony John Ronald Reuel Tolkien (urodzony 3 stycznia 1892)- syn  Mabel i Arthura Tolkienów ukazany zostaje jako człowiek, którego życie doświadczało od najmłodszych lat. Utrata rodziców, a co za tym idzie pewien brak stabilizacji w życiu przyszłego pisarza musiały odbić sie na jego postrzeganiu świata, a także, co widać w obrazie jego związku z Edith Brett(późniejszą żoną),relacjach z innymi, a także wierze przekazanej mu przez matkę. Do swoich ostatnich ni będzie ją zresztą kojarzył z postacią Mabel, przekazując jej zasady własnym dzieciom. Taki Roland(praktycznie nikt z otoczenia Tolkiena nie używał imienia John), to wykładowca, starający się rzetelnie przygotowywać do pracy, a także wychować dzieci, zapewniając rodzinie odpowiednie do jej potrzeb fundusze.


Jak zestawić ten obraz wykładowcy akademickiego, ojca, męża z wyobrażeniem o Tolkienie jakie kiełkuje przy czytaniu Władcy Pierścieni? Okazuje się, że z całą pewnością można to zrobić. Pierwsze szkice dzieła życia, tj. Silmarillionu, a nie jak mogą sądzić niektórzy Władcy Pierścieni powstają w 1917 roku i są pisane podczas rekonwalescencji jeszcze w czasie I wojny światowej. Później świat  wyobraźni, oddzielony od codziennego życia będzie zaprzątał myśli autora w każdej wolnej chwili. Spowoduje wiele nieprzespanych nocy, małe zgrzyty na linii mąż- żona oraz wiele innych, pomniejszych komplikacji.


Żeby nie zdradzać za wiele z fabuły książki i pozostawić chętnym radość odkrywania napiszę jeszcze o jednym, ciekawym aspekcie łączącym dwie twarze Ronalda. Mianowicie: bycie ojcem. Tworząc dla swoich dzieci barwne opowieści (w tym Hobbita, od którego czytelnicy rozpoczęli przygodę ze Śródziemiem) rozwija ich wyobraźnię i sprawia, że nawet po wielu latach z przyjemnością wracają do "świata ich ojca".  Pokazuje także, że twórca potrafi adaptować swoje umiejętności do potrzeb rodziny i choć literacko zawsze realizuje się poniekąd "poza rodziną"( poprzez np. Inklingów), to jednak ta stanowi  często pewną pośrednią inspirację oraz ma dostęp także i do tego oblicza J.R.R Tolkiena.


Już te, najbardziej ogóle informacje, o których zdecydowałam się napisać pokazują wielką złożoność Tolkiena, jako człowieka. Czy znając jego dzieła warto sięgnąć po książkę, którą napisał H. Carpenter. Uważam, że tak. Opowiada bowiem o Tolkienie w sposób całkowicie naturalny. Zaspokaja ciekawość, ale nie daje pożywki niezdrowo ciekawskim, poszukiwaczom sensacji. Takich pozostaje traktować jak Tolkien - kierowca samochody podążające z nim tą samą drogą.


"Jak je zakatować, to się rozpierzchną."**



Ta książka to "atak dżentelmeński" pokazujący, że nawet o najbardziej znanych osobistościach da się opowiedzieć bez zbędnego ich odrealnienia i wpychania na piedestał, na który z własnej woli nigdy by nie weszły. Choćby z tego powodu watro się z tą książką zapoznać.  Dla mnie jest to jednocześnie idealny początek włączenia się do akcji Jerzego z Kto czyta, żyje podwójnie (link do kanału), który zaproponował byśmy w 2016 czytali Tolkiena.
 Zapraszam do dyskusji w komentarzach!



Pozdrawiam

Ania -Księganna


P.S. Dziękuję za pierwszy 1000 wyświetleń na blogu! Zachęcam do dalszego zaglądania.  Niewiele mogę póki co powiedzieć, ale szykują co najmniej dwie niespodzianki! Jest czego wyczekiwać- UWIERZCIE! :-)


* H. Carpenter, J.R.R.Tolkien Biografia, Wydawnictwo W.A.B.Warszawa 2016. s. 102.
** Tamże, s. 227.


piątek, 13 maja 2016

Wódka dla Duchów: Spotkanie z Przemkiem Kossakowskim [07 maja 2016]





Bywa, że trafiamy w miejsca, których wcześniej nie planowaliśmy odwiedzać i na wydarzenia, o których nie wiedzieliśmy. Idziemy, bo ktoś poprosił, chce, a my sami nie mamy totalnie pojęcia czego się spodziewać. Entuzjazm jest ostatnią z emocji jakie moglibyśmy poczuć w takiej sytuacji...


Kiedy 07 maja, będąc w Szczecinie dowiedziałam się, że akurat trafiłam na Piknik nad Odrą ucieszyłam się. Wcześniej nie miałam okazji odwiedzać takiej imprezy, a przechodząc się między stoiskami zauważyłam, że wstawiają się również niszowe wydawnictwa w mojej głowie zrodziła się wizja nowych, tańszych książek, które zasilą moją biblioteczkę Moja przyjaciółka miała jednak inne plany. Zaciągnęła mnie przed namiot w Strefie Globtrotera i prosiła, żebym razem z nią czekała na Przemka Kossakowskiego, którego miała nadzieję wziąć na małe "spytki", zważywszy na działalność, jaką ten prowadzi.


Normalnie dziennikarki E- magazynu Horyzont w akcji, nie ma to tamto!


Szybka analiza sytuacji: mam iść na spotkanie z gościem, o którym nie wiem zupełnie nic. Gdyby nie Internet w telefonie i przebieżka po niezawodnym "wujku Google" byłabym się o pana potknęła i nie poznała.  Nie ma to jak wzorcowe przygotowanie merytoryczne, prawda?
 
Przemek Kossakowski

Okazało się, że Kossakowskiego widownia może kojarzyć z dwóch, prowadzonych przez niego programów: "Inicjacja" i "Szósty zmysł" emitowanych w TTV. Z opisów wynika, że najprościej mówiąc Kossakowski to specjalista do testowania na sobie wszystkiego w co ludzie nie dowierzają. Z tego tytułu  dał się podłączyć do aparatury powodującej ból o nasileniu identycznym do tego, jaki kobiety odczuwają przy porodzie, zamykał się w celach więziennych, bądź spotykał z szamanami, czy uzdrowicielami.  Ze zdjęć patrzy na mnie uśmiechnięty, pozytywny facet. Pod namiotem tłumy. Chyba najlepsza zachęta do zostania na całym panelu Przemka, na który weszłyśmy, bo nie udało nam się go "złapać" przed. Z miejsc siedzących została już tylko podłoga, a chyba tylko coś w rodzaju klimatyzacji ratowało tłum przed ugotowaniem się na twardo.
 
Chwila dla mediów

Na szczęście Przemek od momentu wejścia na scenę zmniejszył dystans między nim, a widownią. Swoje wystąpienie oparł o odpowiedzi na pytania  zadawane przez przybyłych, dzięki czemu niejednokrotnie wywiązywała się dyskusja. Pojawiło się sporo bardzo ciekawych przykładów. Najważniejszym z nich  i jak mówi sam Przemek zarazem powodem  nazywania siebie kulawym racjonalistą było jego spotkanie z szamanami w Ułan Ude.  Zwątpił początkowo w tamtejszych szamanów. Kazali mu kupić jedzenie i wódkę- dla duchów, prowadzą całkiem normalne życie, korzystają z Facebooka,  smartfonów i innych udogodnień cywilizacji. To przecież nijak się ma do wyobrażenia Szamana jakie współczesność tworzy w świadomości masy. Kant dla łatwowiernych? Sposób na turystę?  Nie ma łatwej odpowiedzi. Jedno pozostało pewne: odczuć z tego miejsca Kossakowski do dziś nie jest w stanie do końca opisać, a o zrozumieniu w ogóle nie może być mowy. To one zresztą były bezpośrednim impulsem do napisania wydanej w 2014 roku książki. "Na granicy zmysłów", bo o niej mowa sprawdza się tam gdzie format telewizyjny wyraźnie kuleje i pozwala zrozumieć co czuje osoba, doświadczająca czegoś, o czym wcześniej myślała w kategorii bujdy, kłamstwa, oszustwa.



Co ważne podczas całego spotkania Przemek nie starał się nikogo przekonać, że jest ponad publicznością, bo widział, odczuł, doświadczył czegoś, do czego widownia nie będzie miała  dostępu. Przeciwnie. Wyraźnie zaznaczał, że opowiada o zdarzeniach tak, jak je zapamiętał. Wcale nie ma pewności czy to, co widział nie było jakimś sprytnym chwytem marketingowym. Po zainteresowaniu słuchaczy było jednak widać, że bez względu na poglądy tematyka uzdrowień i pewnego rodzaju przekraczania granic jest popularna. Ludzie chcą o tym rozmawiać i w szczecińskiej Strefie Globtrotera zyskali ku temu świetną okazję.
 Przemek Kossakowski i ja



Po dwugodzinnej opowieści Przemka, ludzie mieli okazję podejść do niego, zdobyć autograf, zakupić wspomnianą książkę, wymienić parę zdań. Wszyscy spotkali się z życzliwością Kossakowskiego, odnajdującego się z łatwością w rozmowie niezależnie od wieku rozmówcy. Przemek, pomimo widocznego zmęczenia zgodził się również na wywiad dla Horyzontu, który możecie przeczytać tutaj. Serdecznie polecam! Podkreślił w nim m.in., że nie godzi się na postrzeganie go, jako wyjątkowego. Również ma granice, własne lęki i przeszłość, z którą się zmaga. Opowiedział także o przygotowaniach do poszczególnych nagrań.


Autograf zawsze w cenie
Patrząc z perspektywy kilku dni muszę stwierdzić, że spotkanie Przemka Kossakowskiego, choć niespodziewane, było dla mnie szalenie inspirujące. Pokazał może nawet bardziej swoją postawą niż samymi słowami, że człowiek z pasją i pomysłem na siebie może innych zachęcać do odkrywania tego, co ich samych ciekawi i podążania za tym. Nawet jeśli wiąże się to momentami z kupowaniem wódki dla duchów.



Książka Przemka niecnie wkradła się do TBR na maj, a jej recenzja ukaże się najpewniej w przyszłym tygodniu.



Pozdrawiam

Ania- Księganna