Spamu
herbu Cherezińska ciąg dalszy. Jeśli ktoś śledzi mój fanpage
na FB wie, że jak dziecko cieszyłam się z kolejnego z nią spotkania. Tym razem
w Bramie Poznania ICHOT. 23 czerwca 2016.
Pomijam, że Poznań znam bardziej niż źle dlatego byłam absolutnie pewna, że
zgubię się zanim tam trafię i nie uda mi się jeszcze przed spotkaniem wejść na
wystawę (co lubię robić jeśli już jadę na coś do muzeum). Okazało się jednak że
poskromiwszy moje "blondyńskie" zdolności na miejsce trafiłam z
wyprzedzeniem. Ba! Na
kwadrans przed rozpoczęciem ostatniej tury zwiedzania, To
lubię!
Historia
na dotyk
W zasadzie nie umiem
elokwentnie opisać tej wystawy. Nie przypominała mi żadnej, z jaką dotąd miałam
do czynienia. W dużej mierze
interaktywna, składająca się nie tyle z eksponatów opatrzonych tabliczkami, ile
rozlicznych paneli interaktywnych, tablic dotykowych, wrażeń dźwiękowych.
Całą wystawę zwiedzałam z elektronicznym przewodnikiem tj. aplikacją, która
została zaprogramowana tak, aby nadawać kierunek zwiedzaniu, ale także dawać
bardzo dużo swobody, zachęcając do przemyśleń i analizowania tego, co się widzi
i słyszy.
Chodząc
po poszczególnych salach obserwujemy rozwój państwa Piastów, śledzimy
wydarzenia powiązane z Chrztem Polski z roku 966, kontekstem międzynarodowym, a
także co ważniejszymi jego następstwami. Wszystko podane w bezbolesny,
całkowicie antyszkolny sposób. Godzina przewidziana na
zwiedzanie mija nie wiadomo nawet kiedy, a uczestnik ma okazję nie tylko zobaczyć, ale także zrozumieć
mechanizmy stojące za powstaniem niektórych budowli, czy dzieł sztuki. Szczególnie
ciekawe są te momenty. kiedy historia konfrontowana jest z teraźniejszością, a
odwiedzający zdają sobie sprawę w jak wielkim stopniu historia wpływa na
rzeczywistość w jakiej żyjemy. Przykład? Proszę bardzo:
Bawiliście
się kiedyś grzechotką? A może kupiliście ją własnemu dziecku?
Wiece, że u źródeł jej zastosowania wcale nie leży chęć zabawienia maluszka?
Tradycja z grzechotką w tle wywodzi się z wierzeń pogańskich i wynika z przekonania
o konieczności odganiania od pociech złych duchów. Zaskoczeni? No ja byłam.
Komu polecam wystawę stałą
ICHOT? Każdemu. Zarówno tym, którzy historię lubią jak i tym, których wcześniej
odstraszała. Jej zinformatyzowania też nie należy się obawiać. Wszystko
urządzono maksymalnie intuicyjnie, a obsługa wystawy nikomu nie powinna sprawić
trudności.
Po więcej informacji o Bramie Poznania ICHOT i jej ofercie zapraszam
tu.
Nie
zadzieraj z Hardą
Zaraz po wyjściu z wystawy
biegiem poleciałam na spotkanie autorskie z Elżbietą Cherezińską. Jako, że
"Hardą" przeczytałam kilka dni
wcześniej nie bałam się spoilerów, czekając raczej na komentarz autorki
względem historii zawartej w książce. Byłam w lepszej sytuacji niż wszyscy,
którzy na samym spotkaniu dopiero kupowali książkę. Kto choć raz był już
wcześniej na spotkaniu z tą autorką wie,
jak ona opowiada. Historia nabiera rumieńców, postacie wygląd i charakter, a
zdarzenia łączą się ze sobą i uzupełniają tworząc mozaikę tak kolorową, że
słucha się efektu końcowego z wypiekami na twarzy. Jeśli dodać do tego
niespodziankę dla samej autorki w postaci grupy rekonstrukcyjnej złożonej z
rosłych - mniej lub bardziej- wojów atmosfera staje się nie do podrobienia.
Moją opinię o samej książce
można przeczytać TU dlatego postaram się nie dublować treści. Powiem tylko jedno. Jeśli ktoś miał już
przyjemność zapoznać się z proza autorki i zna jej styl na pewno się nie
zawiedzie, a jeśli jeszcze się waha czy warto niech przestanie i po prostu
przeczyta. Prawie na pewno będzie chciał więcej.
Świętosława, wedle najlepszej
wiedzy historycznej była: córką Mieszka I i Dobrawy, siostrą Bolesława
Chrobrego, a późnej królową Szwecji, Danii, Norwegii Anglii, żoną dla wikingów,
matką, regentką, gwarancją sojuszy i wiele, wiele więcej. Zważywszy na zwyczaje właściwe
dla czasów w jakich żyła osiągnęła tak
wiele, że w sumie poznając jej losy bliżej zaczęłam się dziwić dlaczego
wcześniej wiedziałam tylko, że była.
Można powiedzieć, że historia
jest zawłaszczona przez mężczyzn. Ich porażki, zwycięstwa, sojusze, błędy, ale
tworzona także przez kobiety. Często w
stopniu do męskiego podobnym jednak znacząco okrojonym przez kronikarzy. Na
przeciw takiemu działaniu wychodzi Cherezińska, choć się o to nie stara i nie
wypomina. Nie prowadzi kroniki dziejów Polski, a zapytana czy będzie pisać o
wszystkich władcach Polski odpowiada wprost,
że nie, bo to nudne. Jej książki dotyczą tych osób z historii narodu i tych
zdarzeń, które ją samą intrygują, w których dostrzega potencjał. Chce by jej
powieści zaciekawiały historią, a nie ją dokumentowały. Stąd pewna ich
szkatułkowość i akcja zamiast przydługich i nużących opisów.
Mierząc się z wieloma pytaniami
podczas spotkania Autorka starała się jak mogła
podkreślić swoją rolę względem opowieści i pokazać uczestnikom, że nie
ma co się obrażać na to, że czytelnik wychowujący się w społeczeństwie obrazkowym będzie wymagał
innej formy narracji i odmiennego niż dotychczasowe podejścia. Wspomnijmy
choćby o tym, że gdybyśmy chcieli się dogadać z Bolesławem Chrobrym naszym
językiem polskim totalnie by nas nie zrozumiał. Gdyby zatem czytelnik dostał takiego
bohatera utrudnilibyśmy jego poznanie, polubienie. Wydałby się zbyt obcy.
Dlatego warto dokonać ułatwień- poprzez np. uwspółcześnienie języka, by w
zamian pokazać odbiorcy, że historia jego narodu obfituje w smaczki,
niejasności, tajemnice, które warto zgłębiać, poznawać i starać się zrozumieć.
Skopalibyśmy czytelnika podając mu książkę trudną w odbiorze, a powinniśmy mu
pomagać.
Wszyscy
czytający choć raz prozę tej autorki dostrzegli zapewne, że "szczegółem
stoi". To czego nie wiadomo na pewno stwarza okazję do licznych domysłów. Cherezińska
właśnie to robi. Na swoją ogromna wiedzę historyczną nakłada zdolność takiego
operowania wyobraźnią, by te luki zgrabnie i logicznie wypełniać.
Oczywiście wiąże się to z
dziesięciogodzinnym dniem
tytanicznej pracy. I czymś co wypłynęło w pytaniach. Bo zobaczcie:
Autor pisze swoją książkę,
miesiącami, czasem latami. Poprawia, kombinuje. Mówiąc najogólniej się stara.
Książa trafia do wydania finalnie na półki księgarń. Co robią fani? Kupują ją i
czytają w dwa dni( jak np. ja z "Hardą") i co robi dalej? Dopytuje
kiedy następna. Co ma zrobić autor? Cieszy się, że ludzie czytają, ale wolne zna
tylko w teorii. Dlatego musi naprawdę kochać to, co robi żeby nie walnąć w
kąt. Oczywiście na spotkaniu powiedziano
to z przymrużeniem oka, ale watro mieć tą świadomość. Niektórzy dość szybko ją
tracili wypytując, co po przewidzianej na wrzesień Królowej.
Pani Elżbieta śmiejąc się
stwierdziła, że ma niezwykle pamiętliwych czytelników dlatego boi się o
czymkolwiek wspomnieć. Nie mniej coś powiedziała. Na pewno spodziewać się
możemy zamknięcia Odrodzonego Królestwa. Ponadto po głowie autorki kołatają się różne pomysły. Wspomniała co nieco o zainteresowaniu Krzyżakami oraz czasami Słowian sprzed
Chrztu. Mitologia Słowian to przecież spore pole do popisu. Konkretów mniej niż
mało, ale za to niespodzianka większa.
Kto tak jak ja nie może się doczekać?
Pani
Cherezińskiej pozostaje życzyć
niesłabnącej pasji, czasu do odpoczynku
i dalej takiego zainteresowania i
oddania czytelników, jakie można obserwować na spotkaniach z nią. Zapracowała
sobie na to życzliwością i ciepłem jakim dzieli się z każdym, kto podejdzie by
porozmawiać, czy podpisać książkę. Widziałam osoby totalnie
zestresowane w kolejce po podpis. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z pisarką -
byłam równie zestresowana jak oni. Stres mija kiedy pisarka, którą się ceni
poznaje Cię po nazwie bloga i chwali to co robisz.
Powtórzę to, co już kiedyś
mówiłam. Jeśli tylko możecie pojawiajcie
się na spotkaniach z pisarzami jakich literacko znacie, bądź chcecie poznać.
Spojrzycie na ich twórczość całkiem inaczej, pełniej.
Przegapiliście
czerwcową okazję w ICHOCIE? Nic straconego. Pani Cherezińska zapowiedziała się
do Poznania na wrzesień.
Z kim się tam widzę?
Pozdrawiam
Ania-
Księganna










