Od dawna śledzę
wszystkie większe festiwale książkowe, które odbywają się w naszym kraju.
Myślę, że to one pokazują faktyczny stan czytelnictwa, któremu, na szczęście,
daleko do tragedii. Czytamy, ale zdecydowanie wolimy sami wybierać tematykę
książek jednocześnie z kanonu lektur szkolnych robiąc zło wcielone. Wymądrzam się
Przymus zawsze powodował w Polakach uczulenie. Nie tylko w kwestii czytania.
Stąd właśnie zadanie, jakie festiwale pokroju Grandy spełniają idealnie: pokazują,
że czytane jest modne i warte poświęconego czasu. Są też okazją do spotkania na
żywo innych czytelniczych maniaków, a także zdobycia autografów i rozmowy z
ulubionymi autorami.
Te i wiele innych
plusów, o których postaram się napisać poniżej, a przede wszystkim założenie bloga
skończyły się spakowaniem walizki i ruszeniem do Poznania.
Dzień
I: Przepraszam! Którędy na Grandę?
Kto choć raz trafił do
mało znanego sobie miasta wie, że nawet z mapą w ręku przychodzi moment, w którym trzeba pytać o
drogę przechodniów. I tu zaczynają się schody. „ Pójdzie pani w lewo, potem
skręci w prawo, znajdzie biały kościół i Nową Gazownię.” Piętnaście minut
kluczenia i zero pozytywów. Kolejne dwie osoby: „ Okłamano panią, trzeba się
cofnąć, skręcić w prawo potem znów w prawo i będą szklane drzwi”. Mieszkańcy na
hasło: Nowa Gazownia skierowali mnie do poznańskiej siedziby PGNiG (skądinąd
słusznej urody budynek i faktycznie ma szklane drzwi). Podaruję wam opisy
kolejnych „ złotych rad” powiem tylko, że na Grandę trafiliśmy po godzinie
zwiedzania miasta. Z solidnym planem
wypytania organizatorów jak się stamtąd wydostać. Ostatecznie okazało się –
dzięki radom pana Żabki, że cała trasa tempem ślimaczo - spacerowym może nam
zająć kwadrans. Kryzys zażegnany.
Trafiliśmy na początek Zabójczych
tożsamości czyli spotkania z Gają
Grzegorzewską, Joanna Jodełką i Piotrem Bojarskim. Autorzy opowiadali
zarówno o doborze miejsca akcji dla swoich powieści jak również niepowtarzalnej
okazji by wyżyć się literacko na tych aspektach współczesnej architektury,
których nie są w stanie zaakceptować (np. nowy budynek dworca w Poznaniu,
stopień zabetonowania Krakowa).
Zastanawiano się także czy dla
dobra powieści należy lubić swoje ofiary i żałować ich śmierci. Piotr Bojarski
zwrócił , odpowiadając, uwagę na to, że ofiara to często pretekst do pokazania
w powieści zaplanowanych elementów relacji. Ostatecznie nie liczy się, że ktoś
zginął a raczej cały kontekst, jaki można z ich śmiercią powiązać. Wszystko
zależy od podejścia do powieści. Ze względu na wspomnianą możliwość wyżycia się
w powieści żadne nie przyznało się do stosowania autocenzury. Wyznają raczej
zasadę, że pisanie to okazja do odkrycia tej bardziej mrocznej strony
charakteru pisarza. Nie ma to jednak przełożenia na kłótnie z redaktorami. Najczęściej praca
z nimi polega na kompromisie. Co warto
podkreślić kompromis nie zawsze polega
na wycinaniu określonych, słabszych, fragmentów powieści, a czasem
raczej, z czego śmiała się Joanna
Jodełka( słysząca notorycznie, że pisze za mało), dopisywaniu treści.
Zapytani o to czy
czytają siebie wzajemnie odpowiadają, że robią to czasem, ale nie ukrywają, że
znając czyjś warsztat od kuchni już na starcie pozbawiają się przyjemności z
czytania bo łatwiej jest im wynaleźć zabiegi zapętlające fabułę.
Ciekawy kontrast do
tego spotkania stworzyło następne, czyli Gdy życie przerasta fikcję, na
którym uczestnicy mieli okazję posłuchać rozmowy z Przemysławem Semczukiem, Michałem Larkiem i Krzysztofem Kaźmierczakiem.
Wszyscy ci panowie oparli swoje
książki o wydarzenia, które realnie miały miejsce oraz bohaterów realnie
istniejących. Spotkanie rozpoczęło się od próby stworzenia fikcyjnej opowieści
kryminalnej, współtworzonej z widownią „na gorąco” ( był to zresztą motyw
początkowy wielu spotkań tegorocznej Grandy) nie mniej pełna humoru rozmowa
szybko przeszła na wydane przez autorów publikacje. Michał Larek stwierdził, że
doświadczenie zdobyte już przy pracy na dokumentacji dalekiej przecież od
fikcji tworzonej tylko w głowie autora
utrudnia mu udział w takich spontanicznych akcjach. Rozmowa w tym gronie
pokazała, że literatura z nurtu w jakim tworzą nie musi skupiać się na zagadce,
bo czytelnik najczęściej już sięgając po książkę wie, kto , przynajmniej w majestacie prawa, okaże
się winny. Trudność polega na tym, by mimo
tej wiedzy czytelnik czuł się zaintrygowany i chciał doczytać książkę do
końca. Przy odpowiedniej konstrukcji da się przecież przez cała fabułę utrzymać
go w niepewności. Ważnym dla wiarygodności powieści na faktach jest udanie się
we wszystkie miejsca, które wiążą się z opisywanymi wydarzeniami. Trzeba
sprawdzić czy zebrane „ na sucho” dane
maja pokrycie w rzeczywistości. Dlaczego? Zdaniem Przemysława Semczuka dość częstą wadą ostatecznych raportów
policji są uproszczenia w zakresie motywów i wątków. Jeśli sprawdzi się samemu
jest wielka szansa, że książka nie będzie zawierała błędów. Twórca podejmujący się opisywania faktów musi się
pięć razy zastanowić co i jak napisać. Po pierwsze dlatego, by nie zaszkodzić
sobie i swojej rodzinie. Po drugie powinien mieć świadomość, że w Polsce żyją
ludzie, których opisywana sprawa może dotyczyć lub realnie dotyczy. Najważniejszą
konkluzją całej rozmowy jest moim zdaniem dość prosta myśl: Z góry załóż, że czytelnik myśli i jest
inteligentny. Możesz prezentować mu elementy, które ostatecznie sam podda
ocenie.
Następne w programie
były dwa wykłady z ograniczeniem wiekowym + 18 :
- Seks, zazdrość i zdrada:
Michała Pozdała,
- Mordy rytualne: Mikołaja
Kołyszko.
Widownia początkowo dziwiła się ograniczeniom
i o ile pierwszy wykład, pełen żartów i anegdot nie zapowiadał cięższych
klimatów, o tyle ostatecznie prezentacja Mikołaja Kołyszko i materiały jakie
przyniósł nie pozostawiły złudzeń. Kilka
osób odwracało momentami oczy od ekranu widząc drastyczne sceny. Co do jednego
po tym nie mam wątpliwości: mordy
rytualne to obecnie wcale nie zamierzchła przeszłość. Warto mieć tego
świadomość.
Dzień
II : „A imię jego 3:48” i polska odmiana
mafii.
Drugi dzień zaczęło
spotkanie, pod szumnym tytułem Granda ze
sztuką. Zaskakujące fałszerstwa i zuchwałe kradzieże, które można by streścić w zdaniu : Kup pan obraz. Prowadzący czyli Mira
Skrudlik i Paweł Napierała pokazywali
jak łatwo i przekonywująco dokonać fałszerstwa w celach zarobkowych. Co więcej
można to zrobić mając w posiadaniu wyłącznie najprostsze narzędzia oraz
elementarny talent artystyczny. W przerwach pomiędzy praktycznymi pokazami
snuli oni opowieść o potrzebie jaką ma każdy człowiek tj. potrzebie
posiadania czegoś cennego. Mowa tu także
o przedmiotach, które de facto cenne nie są, ale ogół uzna je za takie, czyli
fałszerstwa, Co ciekawe podstawą dobrego fałszerstwa wcale nie jest idealne
skopiowanie przedmiotu. U podstaw udanej sprzedaży leży odpowiednio nabudowana historia wejścia
w posiadanie eksponatu ( wojna, podarek, wyratowanie z pożaru etc.).
Po krótkiej przerwie Anna Misztak – naczelna portalu Lubimy
Czytać spotkała się z Joanną Opiat – Bojarską i Katarzyną Puzyńską, by zadać im pytania zebrane
wśród użytkowników. W ten sposób dowiedziemy się np., że zdaniem pań nie ma
gorszego pytania jakie można zadać autorowi ponad: co panią inspiruje? Ponadto
nawet w powieściach kryminalnych autor nawet wbrew woli zawiera cząstki swojego
charakteru, widoczne dla uważnych czytelników, a głównym zadaniem pisarza
jest sprawić by czytelnik uwierzył w
prawdziwość opowiadanej historii. Dlatego często zdarza się tak że pisarz lubi
swój „czarny charakter”, próbuje zmierzyć się z trudnościami, które kładzie pod
nogi opisywanym postaciom (przynajmniej w stopniu, który jest możliwy do
realizacji). Wszystko w celu osiągnięcia maksymalnej wiarygodności. Wiąże się
to z wielkim nakładem pracy, dlatego życie z pisarzem nie należy do łatwych i
trzeba mieć w sobie dużo cierpliwości, a autor musi znaleźć odskocznię np. w
postaci uprawianego sportu. Utworzony w ten sposób dystans pozwala autorowi
zrozumieć, że wydana powieść nie należy już tylko do niego ale także do grupy
czytelników, którzy sięgają po książkę.
Na kolejnym, przewidzianym programem spotkaniu
Ewa Ornacka i Piotr Pytlakowski
starali się opowiedzieć o polskiej mafii. Skupili się przy tym na bohaterkach
swoich książek i zebranych informacjach jakimi mogli podzielić się z widownią.
Opowiedzieli także o warsztacie swojej pracy napomykając o niebezpieczeństwie
oraz frustracjach, kiedy ktoś próbuje ich oszukać, lub świetny materiał nie
może zostać umieszczony w ostatecznej wersji publikacji. W pracy redaktora
zdarzają się bowiem momenty, kiedy ze względu na bezpieczeństwo własne lub
rodziny lepiej dokonać ostrej selekcji tego, c ostatecznie ukaże się drukiem. Najlepszą, jak dla mnie,
recenzją tego spotkania jest fakt, że w jego trakcie wyszłam na chwilę żeby
kupić jedną z ich książek ( zdążyłam już
ja przeczytać- niedługo recenzja).
Najśmieszniejszym punktem soboty okazała się niezwykle żywa
rozmowa Mariusza Czubaja z Markiem
Krajewskim, obfitująca w żarty sytuacyjne i sporo ironii. Marek Krajewski
przyznał się do swojego skrajnego pedantyzmu, a kiedy podawał jego przykłady
cała sala omal nie płakała ze śmiechu. Dowiedzieliśmy się np. że pan Marek jest obsesyjnym wyznawcą aplikacji na
telefon pełniącej rolę minutnika, która to pozwala mu kontrolować swój proces
twórczy. W efekcie tego pisarz spędza na pracy dziennie 3 godziny 48 minut i
ani minuty mniej/ więcej .Humoru dodawał fakt, że panowie zupełnie różnią się podejściem do pisania a
mimo to mają za sobą wspólnie tworzone książki, które szczególnie dla mnie( nie
czytałam ich jeszcze), po udziale w spotkaniu, wydają się być dziełem
szaleńczego połączenia i co za tym idzie z miejsca zlądowały na listę obowiązków zakupowych.
Następna w kolejce była
gala premier i nowości, na której
zaanonsowano jedenaście nowych publikacji na kryminalnym rynku
księgarskim. Spotkanie z wszystkimi autorami poprowadziła Anna Misztak. Co warte podkreślenia dokładnie było widać dla kogo czerwony dywan i kolorowe światełka,
to sytuacja nowa, a kto już się z tym oswoił. Nie mniej jednak sytuacja szybko
straciła na pompatyczności głównie za sprawą żartów Mariusza Czubaja, który
momentalnie rozładował sytuację i ułatwił debiutantom pobyt na scenie.
Po prezentacji nowości
przyszła pora na Zbrodnię w odcinkach,
czyli dyskusję prowadzoną przez Gaję Grzegorzewską, Remigiusza Mroza, i
Krzysztofa Kopkę o ich ulubionych serialach. Później pojawiały się głosy, że
widownia liczyła na dyskusję o serialowej
wersji serii z Joanną Chyłką, jednak zaistniała sytuacja dała
wielbicielom kryminału wiele do myślenia i niejeden z nich wychodził ze
spotkania z listą tytułów, które koniecznie będzie nadrabiał.
Ostatnim,
zaplanowanym na sobotę wykładem było
wystąpienie dra Bogdana Lacha: Procesy emocjonalne towarzyszące dokonywaniu
zbrodni (18+). Szczerze powiedziawszy przez całą sobotę doczekać się tego nie
mogłam. Po pierwsze ze względu na nazwisko wykładowcy, który jest znanym
proflierem, a po drugie na ciekawą tematykę. Nie byłam zresztą sama, bo ludzi
na wykład zeszło się bardzo dużo. I tu następuje żałobna muzyka: nie dałam
rady. Musiałam wyjść. I to wcale nie dlatego, że drastyczność tematu mnie
odrzuciła. Dr Lach, przy całej, niekwestionowanej wiedzy jaka posiada wyłożył
się na jej przekazywaniu. Było nudno, prezentacja oparta na literaturze, masa
wykresów, które były nieczytelne i
namnażały się w zastraszającym tempie bez widoków na szybką konkluzję były
ponad moje siły. Temat super – przedstawienie do bani. Musze oddać
sprawiedliwość panu doktorowi, osoby które wytrwały następnego dnia,
opowiadały, że po fazie teoria i wykres rozkręcił się i było już ciekawie. Tego
jednak już nie zweryfikuję. Być może to moja wina, że nie dałam rady.
Dzień
III: Front Cherezińska, czyli Królowa jest
tylko jedna!
Niedziela rozpoczęła
się wielkim BUM! Spotkaniem z Katarzyną
Bondą. Każdy, kto choć trochę ogarnia rynek księgarki w Polsce musiał
natknąć się na to nazwisko. Nie miałam jeszcze okazji czytać nic z dorobku
pisarki i niespecjalnie śledzę jej karierę. Okazało się jednak, że jest wesołą,
otwartą na czytelników osobą . Chętnie odpowiadała na pytania, współczuła
fanom, że muszą jeszcze czekać na premierę kolejnego tomu, a także bardzo dbała
by nawiązać bliską relację z widownią. Autorka robiła wszystko żeby nie zgodzić
się z prowadzącą- Justyną Zimną-
próbującą przekonać, że Bonda zasługuje na tytuł królowej polskiego kryminału,
a także pochwały, jakie otrzymuje od czytelników.
Oczywiście nie dało się uniknąć
tematów z kręgu warsztatu twórcy. Najważniejszym zdaniem jakie warto przytoczyć
jest myśl, że każda książka napisana jest lepsza niż najlepsza z tych, które
utkwiły w momencie pisania. Piszący to rzemieślnik, który musi planować
działanie i zbierać doświadczenia, wiedzę, materiał, z którego da się stworzyć zajmującą
fabułę. Pisanie, wbrew temu co myślą niektórzy jest formą literackiego ekshibicjonizmu,
czyli nie jest najłatwiejszym zawodem świata. Widownia nie chciała wypuścić pisarki
z sali, a kolejka po autograf była jedną z najdłuższych w przeciągu całego
festiwalu.
Tak doszliśmy do
momentu relacji, w którym zajmiemy się spotkaniem dla którego wielu pojawiło się na Grandzie. Wiem robiłam mały wywiadzik w temacie. Mowa
oczywiście o spotkaniu z Elżbietą Cherezińską.
![]() |
| Elżbieta Cherezińska i archeolog Marta Sierant |
Wiem, że osoby, które już
kilkakrotnie zaglądały na bloga są bliskie zdiagnozowania mi obsesji względem
tej pani, ale nie przeszkadza mi to zbytnio Zresztą na Grandzie zawiązała się nowa
„ organizacja” zwana roboczo Frontem Cherezińska Głównym i jedynym z jej
zadaniem jest czytanie powieści tej autorki i namawianie do tego
niezdecydowanych (przyjmujemy członków). Spotkanie- jak zawsze w przypadku tej
pisarki było okazją do posłuchania co dzieje się gdy o historii opowiadają
pasjonaci. Nie ma w tym nic z poprawności względem dat, i czytania szkolnych podręczników. Tylko czyste
zainteresowanie. Słuchacze wychodzą później z myślami pokroju: Kurczę! My to mamy historię.
Trzeba to doczytać! Warto to podkreślić, aby nie mylić powieści historycznych z
literaturą naukową. Oba są ze sobą powiązane, ale ostatecznie mają całkiem inne
zadania. Pisarz musi wiedzieć mieć podstawę w postaci wiedzy teoretycznej, ale
jednocześnie włożyć tytaniczną pracę w ukrycie granic między fikcją a faktami.
Kolejka po autografy? Dłuuuga!
Wystrzeliłam w nią jak przysłowiowy „ Filip z konopi” a i tak stałam tam około
czterdzieści minut. Pocieszające, ze za mną też byli ludzie.
![]() |
| Kolejno: Elżbieta Cherezińska, Piotr zwany Wodzem i ja |
Na oko Cherezińska
pobiła autografowy rekord tej edycji festiwalu. Mimo poważnego spóźnienia na
kolejne spotkanie ( As wywiadu w teorii i praktyce) nie żałuję.
Spotkanie, o którym
mowa prawdopodobnie wielu osobom
zburzyło obraz pracy wywiadu, jaki budują na podstawie filmów, czasem
książek czy seriali. Szczególnie w
pamięci zapadło mi pytanie z widowni dotyczące dylematów moralnych jakie mogą wiązać
się z tym zawodem. Odpowiedź była prosta. Ich nie ma. Dlaczego? Gdyby
agent wywiadu miał się długo zastanawiać nad konsekwencjami niektórych
swoich decyzji naraziłby życie tych, których zobowiązany jest chronić. Wpisane
w zawód ryzyko narażenia cywilów trzeba po prostu przyjąć.
Sporym przeskokiem
klimatycznym było przedostatnie spotkanie na Grandzie, które w założeniu miało
być rozmową Adama Podlewskiego z Ryszardem Ćwirlejem i Marcinem Wrońskim,
a finalnie było zbieraniną żartów dwóch
autorów, których wzajemną przyjaźń było widać jak na dłoni. Prowadzący widząc
wytworzoną atmosferę ograniczył się do kilku wtrąceń, pozwalając autorom na „wolną
amerykankę”.
Ostatnim wydarzeniem
Festiwalu było spotkanie z Joanną Opiat- Bojarską, Remigiuszem Morozem i Anną
Kielber, które obfitowało w rady dla ludzi chcących rozpocząć swoją przygodę z
pisaniem i wydawaniem. Pokazało, że co
pisarz to obyczaj. Nie ulega jednak
wątpliwości, że jeśli ktoś wierzy w swoja opowieść i faktycznie chce ją napisać i wydać przy odpowiednim nastawieniu
i gotowości do pracy przy korekcie ma wielkie szanse na spełnienie marzenia.
Nie mylić z poglądem, jakoby było to łatwe. Zdecydowanie nie jest.
A na koniec: Kiedy kolejna edycja?
Chyba nietrudna było
się domyślić, że to napiszę: GRANDA 2016 była nawet lepsza niż spodziewałam
się, że będzie. Organizacja i obsługa?
Wzorowe. Wszyscy chętni do udzielania odpowiedzi, a zaproszeni autorzy otwarci
na każdego, kto tylko zechciał podejść i porozmawiać. Ciekawą pamiątką z Festiwalu są pocztówki z podobiznami niektórych bohaterów omawianych powieści.
![]() |
| Pełna kolekcja okolicznościowych pocztówek |
Była to niespodzianka zarówno dla autorów, jak i
odwiedzających wydarzenie.
Od festiwalu minął dopiero tydzień, a ja już czekam na kolejną edycję. Po prostu. Mam nadzieję, że udało mi się przekonać niezdecydowanych, że warto.
Od festiwalu minął dopiero tydzień, a ja już czekam na kolejną edycję. Po prostu. Mam nadzieję, że udało mi się przekonać niezdecydowanych, że warto.
Pozdrawiam i dziękuję wszystkim, których udało mi sie spotkać na Festiwalu
Ania- Księganna






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz