Historia
nieskazana na anonimowość
Po każdej rodzinie
krążą opowieści. Czasem śmieszne, czasem poważne, a najczęściej ważne tylko dla
jej członków. Są też na świecie osoby, które za wieści o przodkach oddałyby
ostatnie( nawet pożyczone) pieniądze. Czytanie odnalezionych wspomnień to jak
złapanie Boga za kostki i wgląd w coś, czego w żaden inny sposób nie da się
doświadczyć. Nie są to jednak codzienne tematy do przemyśleń. Żyjemy z dnia
na dzień, z obowiązku na obowiązek. To normalne i sprawdza się do momentu, w
którym trafiamy na przełom.
Dla uważnego czytelnika
bloga specjalną niespodzianką nie jest, że próbuję swoich sił w pisaniu.
Efektów nie będę sama poddawać ocenie. Wspominam o tym z innego powodu. Myślę bardziej o podejściu rodziny i otoczenia
do faktu mojego „tworzenia”. Pisarzem jest” ktoś, gdzieś, daleko”, a nie osoba,
która myje naczynia, z którą codziennie siada się do obiadu i składa życzenia
imieninowe, kosi trawę. Taka zasada. Ciężko uwierzyć, że pisanie to taki sam pomysł na wyrażanie się jak
wariacje kuchenne, rozkręcanie silników etc. Nie ważne jednak jak chciałabym to
umotywować pisanie i codzienne życie rodzinne w opinii wielu nie potrafią iść w
parze.
O
Melanii Kaazównie raczej nie słyszeliście. Była siostrą
mojego dziadka, założyła rodzinę, urodziła dzieci, została chrzestną mojej
mamy, a ostatecznie zmarła na raka. Wiodła życie osoby totalnie niewyróżniającej
się z tłumu. Z relacji rodziny wiem, że była oczytana, ale u mnie w rodzinie to
dość częsty przymiotnik opisujący jej członków.
W tworzeniu obrazu
rodziny i samej cioci Melanii wiele zmieniło
niedawne odnalezienie kilku zeszytów z jej zapiskami. Kiedy ktoś, z kim nie
mamy już możliwości porozmawiać odzyskuje głos my zyskujemy niepowtarzalną szansę na cofnięcie
się w czasie, uzupełnienie wiedzy o własnej rodzinie, wzruszenie i okazję do
przemyśleń.
Dzienniki
obejmują lata II wojny światowej, ale także czasy krótko po jej zakończeniu
i pokazują jedną bardzo ważną rzecz. Losy ocalałych nie różnią się. Nie ważne
czy spojrzymy na życiorys osoby bardzo znanej: pisarza, malarza, polityka,
żołnierza, czy też osoby anonimowej, która swoim działaniem nie odcisnęła w historii
trwałych śladów , a pisała tylko na własne potrzeby. To był sposób, żeby uporządkować
myśli, wyciszyć tęsknotę za rodziną czy lęk.
W Dziennikach przewija
się pragnienie cioci by ich nie publikować. Po co zatem książka i te kilka słów
o niej? Książka stanowi pamiątkę rodzinną, a piszę o niej żebyście, o ile macie
jeszcze taką szansę, poszukali historii we własnych rodzinach, popytali,
nabrali ochoty by usiąść i porozmawiać.
Całkiem możliwe, że to, co usłyszycie was zaskoczy. Być może będzie to początek wspaniałej podróży wstecz, a historia
przestanie kojarzyć się ze zbiorem
suchych dat by w zamian zyskać twarze, drogi i miejsca, które
wplanujecie w kolejną wycieczkę. Nie bez powodu mówi się, że człowiek, by potrafił być szczęśliwy i dążył do
spełnienia marzeń musi wiedzieć skąd pochodzi. Jeśli macie opowieści, którymi
chcielibyście się podzielić zapraszam do sekcji komentarzy. Tam z chęcią
poczytam i porozmawiam z wami na ten temat.
Pozdrawiam
Ania-
Księganna

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz