Na
wierzchu strój. A pod spodem?
Harry Potter i
Przeklęte Dziecko to
zdecydowanie jeden z najgłośniejszych tytułów ostatnich miesięcy.
Najpierw była ogólna euforia, bo przecież z wszystkich wcześniejszych
wypowiedzi J.K. Rowling wynikało jasno: kontynuacji nie będzie.
Ogólna radość zmieniła się szybko w niepewność, kiedy wyszło na jaw, że
ósma część serii o młodym czarodzieju ma być sztuką przeznaczoną na deski
teatru. Jeśli dodać do tego kontrowersje odnośnie obsady i wątpliwości co
do przenoszenia świata tak rozbudowanego w skróconą formę, książka nie
startowała z dobrej pozycji.
Nietrudno było zauważyć, że szanse
by dorównała poprzedniczkom miała marne. Nikt nawet pewnie nie oczekiwał,
że to zrobi. J.K. Rowling mimo dania podstaw fabularnych Nie stworzyła tej
książki. Autorem sztuki jest Jack Thorne, a z oczekiwanej kontynuacji
robi się Fanfiction klepnięte przez autorkę. Sensu
innego niż finansowy trudno się doszukiwać. Potwierdza to także, co mówię z
przykrością, poziom tekstu. Ale od początku.
Pamiętacie scenę z epilogu siódmego
tomu? Dla uniknięcia spoilerów nie powiem co dokładnie tam jest
robione i mówione, ale zakładam, że jeśli ktoś sięga po Przeklęte
Dziecko, czytał poprzednie tomy i/lub widział ich ekranizacje. Ta sama
scena, która kończy tom siódmy rozpoczyna sztukę. I byłby to ciekawy zabieg.
Właśnie: byłby… Wyobraźcie sobie, że twórca sztuki nie przyłożył się do
przełożenia tych dialogów tak jak były w pierwowzorze, nie tylko zmieniając
brzmienie wypowiedzi, ale i mówiące osoby. Później niestety nie jest
lepiej. Wszystkie znane z serii postacie w niezrozumiały dla mnie sposób
przechodzą dziwne metamorfozy charakteru. Zaczynają bać się cienia, wypowiadają
słowa, których wcześniej, nawet w złości, nie byłyby w stanie pomyśleć.
Co najmniej denerwujące. Fabuła również nie zachwyca, chociaż może zaskoczyć.
Pewnie byłoby lepiej, gdyby nie rozjeżdżała się z pierwowzorem wszędzie gdzie
do niego chciałaby nawiązać.
Ciężko nawet wymienić wszystkie
minusy tej publikacji. Byłoby to nie do zniesienia w porównaniu z serią
podstawową. Tego po prostu nie należy robić. Dla ogólnie pojętego
czytelniczego zdrowia. W kategoriach twórczości od fanów, dla fanów
Przeklęte Dziecko mogłoby się wybronić. Tyle, że ono staje do
zawodów w nieswoje kategorii. I dlatego wypada słabo.
Jak wielu recenzentów przede mną
podkreślę, że naprawdę polubiłam Albusa i Scorpiusa. Są to bohaterowie, dzięki
którym udało mi się nie rzucić książką. Na szczęście to ich losy są
główną osią fabuły. Jednak nawet ta sympatia nie jest w
stanie uratować całego obrazu książki.
Czy warto czytać? Nie sądzę żeby to
było konieczne. Pożyczyć można, kupować zdecydowanie nie trzeba. Wahałam
się po premierze, a dziś pisząc już po przeczytaniu cieszę się, że nie wydałam
pieniędzy na tę książkę. Wypożyczyłam ją i oddam. W ten sposób będę mogła
twierdzić, że seria ma tylko siedem tomów. A Przeklęte Dziecko?
Zobaczyłabym w teatrze. Nie mogę go jednak z czystym sercem polecić czytelnikom.
Pozdrawiam
Ania- Księganna

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz